|
|
|
Holmes Rolston III
Wartości w Naturze i Natura Wartości
Ludzkie wartościowanie
Zacznijmy od dobrze ugruntowanego stwierdzenia: ludzie zdolni są
wartościować. Valeo jest stwierdzeniem równie niewątpliwym, jak
kartezjańskie "cogito" - nie mógłbym wątpić w to, że wartościuję.
Ludzie mogą wartościować przyrodę instrumentalnie, a swe własne stany
mentalne zarówno instrumentalnie, jak i wewnętrznie. Przedmioty
obiektywnie istniejące w przyrodzie mogą zaspokajać subiektywne
potrzeby ludzi: drzewo dostarcza im drewna na opał, a słoneczny dzień
umożliwia piknik.
Stawiając pierwszy krok w naszej podróży po świecie przyrody niektórzy
wędrowcy zwrócą uwagę, że nie możemy obejść się bez jaźni, która na
pewno dokonuje aktów wartościowania, po czym idąc dalej, świadomi
nieustannej obecności tejże jaźni, będą zaprzeczać istnieniu, poza ich
własnymi umysłami, jakichkolwiek wartości. Wilhelm Windelband pisze:
Wartość (...) nie znajduje się nigdy w samym przedmiocie jako własność.
Konstytuuje się ona w relacji z oceniającym umysłem. Jeśli usuniemy
wolę i uczucie, nie pozostanie nic takiego, jak wartość (Windelband,
1921. s. 215). Bryan Norton konkluduje: Moraliści wśród etyków
środowiskowych byli w błędzie, doszukując się u roślin i zwierząt
wartości n i e - z a l e ż n e j od ludzkiego wartościowania. W ten
sposób zapomnieli o najbardziej podstawowej zasadzie wartościowania
czegokolwiek. Wartościowanie dokonuje się zawsze z punktu widzenia
świadomego podmiotu wartościującego... Tylko ludzie są takimi
podmiotami wartościującymi (Norton, 1991, s. 251).
Zainteresowanie przedmiotem jest tym, co nadaje ludziom zdolność
wartościowania. Oprócz wartościowania przyrody w sposób instrumentalny,
ludzie mogą ją czasami wartościować wewnętrznie. Kiedy oceniamy
olbrzymią sekwoję, nasze wartościowanie odnosi się do tej właśnie
sekwoi i do niczego poza nią. Cóż więc takiego się tutaj dzieje?
Filozofujący przyrodnicy przyjrzawszy się drzewu sekwoi, zechcą zapewne
"przyjrzeć" się również pojęciom, których używają. Wartościować
"wewnętrznie" oznacza wartościować bez podejścia instrumentalnego.
Nadal pozostaje jednak otwarta kwestia, czy wartość "osadzona" jest w
drzewie sekwoi niezależnie i jest wewnętrznie autonomiczna, czy też
jakoś nadbudowuje się nad nim w chwili naszego przybycia. Nie możemy po
prostu uznać za podstawowe twierdzenia, że nie istnieje coś takiego,
jak poza - ludzka wartość. Pozostaje jednak pytanie, czy ta wewnętrzna
wartość jest odkrywana, czy też nadawana? Emocja istnieje w człowieku
patrzącym na sekwoję, lecz oceniane jest to, co jest widziane.
Jeżeli ludzka zdolność do wartościowania jest źródłem tej
wartościogennej emocji, to wówczas wartość będzie miała charakter
antropogeniczny, chociaż niekoniecznie antropocentryczny (Callicot,
1984, 1986). Turyści w Parku Narodowym Yosemite nie cenią sekwoi jako
potencjalnego drewna, lecz cenią ją jako przyrodnicze arcydzieło; cenią
jej wiek, siłę, piękno, trwałość i majestatyczność. To właśnie ten
ogląd stanowi konstatację wartości sekwoi, wartości, której obecność
nie jest niezależna od ludzkiego wartościowania. Wynika stąd, że
wartości potrzebna jest subiektywność do osadzenia się w świecie, lecz
osadzona w ten sposób zostaje ona ulokowana w świecie już obiektywnie,
co zostanie wykazane. Wartość, o której tutaj mówimy, nie jest więc
wartością ze względu na człowieka, chociaż to on ją generuje, nie jest
też wartością samą w sobie.
Pomimo tego, że język, którego używamy do opisu procesu przypisywania
wartości, sugeruje coś innego, to jeśli potraktujemy słowo "wewnętrzna"
poważnie, stwierdzimy, że nie może się ono odnosić do czegokolwiek, co
przedmiot posiada, do czegoś wewnątrz (intra) drzewa, na które teraz
patrzymy. Jest tak, gdyż w istocie człowiek - podmiot nie lokuje
niczego w obiekcie przyrodniczym, a termin "wewnętrzna" należy rozumieć
wyłącznie w sensie przenośnym (Callicott, 1986, s. 143). Rozpatrywane
przez nas a t r y b u t y przedmiotów istnieją obiektywnie, zanim
pojawi się człowiek, jednak a t r y b u c j a wartości, której człowiek
dokonuje, ma charakter subiektywny. Przedmiot wywołuje uwrażliwienie
podmiotu, który pobudzony przez napływające dane zmysłowe przekłada je
na wartość, po czym przedmiot - drzewo sekwoi, jawi się jako
posiadające wartość w sposób podobny do tego, w jaki posiada zielony
kolor. Jednak w gruncie rzeczy nic nie zostaje sekwoi wewnętrznie
dodane.
Wszystko w przedmiocie pozostaje takie, jakie było wcześniej. Wbrew
praktyce językowej, sugerującej, że ludzie są ź r ó d ł e m wartości,
które l o k u j ą w obiekcie przyrodniczym, w rzeczywistości nie lokują
oni w nim żadnych wartości.
My, ludzie, niesiemy lampę rzucającą światło na wartości, jednak
potrzebujemy do niej paliwa, którego dostarcza nam przyroda.
Rzeczywista wartość jest wydarzeniem w naszej świadomości, chociaż
obiekty ze świata przyrody, pozostające w cieniu wartości, cały czas
posiadają potencjalną wartość wewnętrzną. Protagoras powiedział, że
człowiek jest miarą wszystkich rzeczy - i rzeczywiście ludzie są
mierniczymi, sędziami rzeczy, nawet gdy oceniają je ze względu na to,
czym rzeczy te są same w sobie.
Wartościowanie ekosystemów W przyrodzie możemy
ujrzeć różne ekosystemy: dębowo-hikorowy las, wysokotrawiastą prerię.
Tym jednak, czemu w gruncie rzeczy możemy się przyglądać, będą
konkretne drzewa i trawy - czy wobec tego rzeczywiście zobaczymy
ekosystemy? W tym momencie możemy poczuć się nieco zagubieni, gdyż
ekosystem nie jest przedmiotem, na którym można skupić wzrok, jest
raczej zbiorowością, miejscem w przestrzeni, procesem, czy też systemem
funkcjonalnych powiązań. W tej sytuacji filozof może mieć kłopot z
dostrzeżeniem i wartościowaniem ekosystemu. Ekosystem jest jednakże
fundamentalną jednostką rozwoju i przetrwania. Ludzie w świecie
przyrody mogą oceniać wszystko, cokolwiek zechcą, dotyczy to również
ekosystemów. Aldo Leopold pisze: Rzecz jest dobra, kiedy zmierza do
utrzymania integralności, stabilności i piękna biotycznej wspólnoty.
Jest zła, kiedy jej dążenie jest przeciwne (Leopold, 1966, s. 240).
Leopold pragnął stworzenia "etyki wspólnot", ludzie potrafią bowiem
oceniać wspólnoty ekosystemowe wewnętrznie, ze względu na to, czym są
one same, a nie tylko instrumentalnie. Czy jednak ekosystemy mogą być
wartościowe same w sobie?
W istocie mamy tutaj do czynienia z poważnym problemem, który ma
charakter po części naukowy, a po części filozoficzny. Być może
ekosystemy nie istnieją lub istnieją w taki sposób, że nie mogą być
podmiotami wartościującymi. Być może ekosystemy nie są niczym innym,
jak tylko agregatami ich bardziej realnych elementów, podobnie jak las
nie jest czymś innym niż zbiorem drzew. W tej sytuacji nawet człowiek
może mieć problemy z wartościowaniem czegoś, co w gruncie rzeczy nie
istnieje. Możemy oceniać zbiory, tak jak ocenia się kolekcję znaczków,
ale wówczas wartość tych zbiorów będzie jedynie sumą wartości
poszczególnych znaczków. Ekosystem jednak, jeżeli istnieje, różni się
raczej od kolekcji znaczków. W kolekcji znaczków nie ma niczego żywego;
nie zbiera się ona sama ani też sama się nie utrzymuje. Ani znaczki,
ani ich kolekcje same w sobie nie stanowią wartości. Być może jednak
ekosystemy, jeśli istnieją, mają wartość, którą może przypisać im
człowiek i być może również one same są zdolne do wartościowania.
Potrzeba nam ekologii, aby na nowo odkryć, co oznacza biotyczna
wspólnota jako forma organizacji. Może wydawać się, że ekosystem jest
tylko czymś więcej niż proces stochastyczny. Wybrzeże czy też tundra są
luźnymi zbiorami części zlokalizowanych w przestrzeni. Większość
elementów środowiska w ogóle nie jest organiczna (deszcz, wody
gruntowe, skały, nieorganiczne części gleby, powietrze), nie posiada
wspólnych i powiązanych wzajemnie potrzeb; zbiór tych elementów zdaje
się być bezładną mieszaniną. Konstruktywne wzajemne oddziaływanie
między organizmami jest po prostu kwestią dystrybucji zasobów i
bogactwa organizmów; ich rozmieszczenia, współczynnika zgonów i
narodzin, zagęszczenia populacji, poziomu wilgotności, drapieżnictwa i
pasożytnictwa oraz innych wskaźników i bilansów. W istocie procesy te
nie wydają się dość skoordynowane, aby określać je mianem wspólnoty.
Ekosystem nie ma mózgu, genomu, skóry, tożsamości, ujednoliconego
programu i czegoś takiego jak telos. Nie broni się przed uszkodzeniami
czy śmiercią. Ekosystem nie jest wrażliwy na zmiany, a jego części (np.
lisy, mchy) są bardziej złożone niż całości (łąki, lasy). Można więc
odnieść wrażenie, że ekosystem stoi na zbyt niskim poziomie
organizacji, aby bezpośrednio na nim skupiać uwagę. Ekosystemy nie mogą
się o nic troszczyć i o nic się nie troszczą, nie mają interesów, o
które mogłyby zadbać one same, czy o które moglibyśmy zadbać my.
Przedstawiony powyżej sposób myślenia o ekosystemach stanowi klasyczne
pomieszanie pojęć i jest wyrazem niezrozumienia tego, czym jest w
istocie ekosystem. Stawianie wspólnotom powyższych zarzutów wynika z
traktowania ich jak indywidualnych organizmów i świadczy o patrzeniu na
dany poziom organizacji biologicznej w niewłaściwy sposób. W przypadku
ekosystemu powinno się raczej zwrócić uwagę na mapę wzajemnych powiązań
pomiędzy jego częściami, na istniejące w jego obrębie przejawy
kreatywności oraz potencjał, który umożliwia mu dalszy rozwój.
Wszystkie elementy ekosystemu są powiązane ze sobą zależnościami, które
mają czasem charakter zależności koniecznych, a czasem lokalnych i
dowolnych. W obrębie ekosystemu wiele jest bocznych ścieżek i
skrzyżowań, cybernetycznych subsystemów i pętli sprzężeń zwrotnych.
Musimy więc kierować wzrok na pojawiające się w jego obrębie naciski
selekcyjne i zdolności przystosowawcze, a nie na jego zdolność do
reagowania oraz do usuwania uszkodzeń.
Musimy zwrócić wzrok na dokonującą się w obrębie ekosystemów ewolucję
gatunków i globalny proces podtrzymywania życia, a nie na jednostkowe
przejawy opierania się śmierci. Musimy zatem myśleć mniej
indywidualistycznie, a bardziej systemowo.
Ekosystem spontanicznie wytwarza porządek, którego pochodnymi są:
bogactwo, piękno, integralność i dynamiczne zależności między
elementami składowymi systemu. Chociaż te zależności funkcjonalne są
luźne w zestawieniu ze ścisłymi powiązaniami, właściwymi dla organizmu,
wszystkie procesy metaboliczne, zachodzące w ekosystemie są w równym
stopniu powiązane życiowo, jak zależności zachodzące np. w wątrobie i
sercu. Nie można redukować do działania prostych, mechanicznych sił
wprowadzania równowagi przez ekosystem, ponieważ on równoważy wartości.
Nie chcemy, nie bacząc na różnice, przenosić kryteriów wartościowości z
organizmów na biotyczną wspólnotę, w większym stopniu niż z ludzi na
zwierzęta i ze zwierząt na rośliny. Chcemy raczej wyróżnić kryteria
oceny odpowiadające poziomowi ekosystemu. Siły selekcji w obrębie
ekosystemu jednocześnie transcendują i wytwarzają życie. Ekosystemy w
trakcie swej ewolucji przez wszystkie ery geologiczne spowodowały
wzrost ilości żyjących gatunków z zera do ponad pięciu milionów. R. H.
Whittaker wykazał, że w skali kontynentalnej i dla większości grup
wzrost różnorodności gatunkowej (...) jest samo-rozszerzającym się
procesem bez widocznej granicy. Jest to tendencja, którą Whittaker
określa jako "zagęszczanie się gatunków" (Whittaker, 1972, s. 214).
Opierając się na tym, co już powiedzieliśmy, można stwierdzić, że
wzrasta jakość indywidualnego życia na wyższych szczeblach piramid
ekologicznych. Organizmy jednokomórkowe ewoluując osiągnęły postać
wysoko zorganizowanych organizmów wielokomórkowych. Zdolność
dokonywania fotosyntezy w procesie ewolucji przekształciła się w
umiejętność: pływania, chodzenia, biegania i latania, a mechanizm
bodziec - reakcja przeobraził się w skomplikowane procesy uczenia się w
drodze modelowania. Zwierzęta zmiennocieplne zostały wyparte przez
zwierzęta stałocieplne, pojawiły się: skomplikowane układy nerwowe,
reakcje warunkowe i uczenie się, jak również doznania zmysłowe: wzrok,
węch, słuch, smak, zdolność odczuwania przyjemności i bólu. Ewoluował
mózg, a wraz z jego ewolucją nastąpiła specjalizacja dłoni, pojawiła
się świadomość i samoświadomość oraz organizmy o wysokim poziomie
wewnętrznej integracji. Wszystkie te wytwory ewolucji są wartościowalne
i mogą być wartościowane przez ludzi.
Dlaczego więc nie można powiedzieć, że sam proces ewolucji zdolny jest
do wartościowania, do wytworzenia tych wartości?
Ekosystemy są systemami dokonującymi selekcji, jest to fakt tak pewny,
jak to, że selekcji dokonują organizmy. System wybiera z szerokiego
spectrum możliwości, kierując się poziomem indywidualności,
różnorodności, dostosowania adaptacyjnego oraz ilością i jakością
życia. Organizmy bronią tylko same siebie lub swojego gatunku, system
ochrania w zakresie znacznie szerszym. Organizm broni się przed
zniszczeniem, ekosystem promuje nowości. Gatunek dąży do własnego
wzrostu, w ekosystemie rozwijają się gatunki oraz wzrasta poziom
integracji między nimi. Ekosystem ma charakter pola, którego własności
witalnych nie da się sprowadzić do cech żadnego indywidualnego
organizmu. Jest źródłem obfitującym zarówno w organizmy, jak i gatunki.
W obecnej debacie toczonej przez biologów na temat poziomów organizmów
biologicznych: populacji, gatunków i genów, panuje ostatnio tendencja,
aby przesunąć lokalizację poziomu, na którym dokonuje się selekcja
naturalna w dół, do poziomu genetycznego. Tendencja ta jest wyrazem
poznania faktu, że gen zawsze znajduje się w organizmie, który
usytuowany jest w ekosystemie. Konfiguracje cząsteczek DNA są zapisem
poszczególnych form życia w makroskopowym ekosystemie posiadającym
określoną historię. To, co jest wytwarzane w obrębie ekosystemu,
powstaje w wyniku mutacji, ale to, co przetrwa, jest wybierane w
oparciu o kryterium dostosowania adaptacyjnego do środowiska. Nie
możemy uchwycić sensu życia na poziomie molekularnym bez zrozumienia
tego, jak przebiega życie na poziomie ekosystemu, gdyż zarówno jeden,
jak i drugi poziom są w równym stopniu ożywione.
Filozofowie, zachęcani przez niektórych biologów, mogą sądzić, że
ekosystemy są po prostu zbiorami epifenomenów. Jednak zajmowanie
takiego stanowiska jest nieporozumieniem. Żaden poziom nie jest realny,
jeśli nie jest odgórnie zdeterminowany. Atom jest realny, gdyż jego
wzór określa zachowanie się elektronów, komórka - ponieważ jej wzór
określa zachowanie aminokwasów, organizm, ponieważ serce i płuca
pracują wedle określonego schematu. Populacja lisów jest realna, gdyż
nisza ekologiczna, w której żyje ta populacja, określa jej kształt i
zachowanie. Bycie realną całością wymaga istnienia odpowiedniego
schematu, który determinuje jej formę istnienia oraz sposób zachowania
się jej członków lub elementów.
Z aksjologicznego punktu widzenia na bardziej złożonych poziomach
organizacji terminy "instrumentalny" i "wewnętrzny" nie funkcjonują
najlepiej. Ekosystemy mają "wartość systemową". My jednak chcemy
wiedzieć, co jest wartościowe, a co jest zdolne do wartościowania,
zdolne do tworzenia wartości. Dlaczego nie powiedzieć, że jest to
produktywność ekosystemu dająca istnienie tym fenomenom, którym w
momencie pojawienia się ludzkiej świadomości może zostać przypisana
wartość? Niewiarygodne wydaje się twierdzenie, że ekosystemy nie
istnieją. Trudno również uwierzyć w to, że my - ludzie, którzy na
ewolucyjnej scenie pojawiliśmy się późno, nadajemy światu (sami będąc
jego wytworem) całą wartość tylko wówczas, kiedy zwracamy na niego
uwagę. Takie stanowisko jest niezwykle wyraźnie zabarwione
subiektywizmem, gdyż przypisując wartość wyłącznie późnemu wytworowi
systemu - życiu psychicznemu, podporządkowuje mu całą resztę. Jest to
mylenie owocu z rośliną, ostatniego rozdziału z całą powieścią.
świat wartości nie kończy się na ludzkich czy pozaludzkich wartościach
wewnętrznych, w stosunku do których wszystkie inne wartości są czymś
dodatkowym. Istnieją wartości wewnętrzne, instrumentalne i wartości
systemowe, a wszystkie te wartości przenikają się wzajemnie. Żadna z
nich nie jest ważniejsza od pozostałych, chociaż wartość systemowa jest
wartością podstawową. To, kiedy wartość wewnętrzna jest również
wartością instrumentalną i vice versa, jest określane przez ekosystem.
Nie może być mowy o wartościach instrumentalnych czy wewnętrznych bez
otaczającej je systemowej kreatywności. Byłoby głupotą cenić złote
jaja, nie doceniając gęsi, która je znosi. Gęś znosząca złote jaja ma
wartość systemową. Błędem byłoby przypisywanie jej wartości wyłącznie
instrumentalnej. Jakże bardzo jest więc wartościowy ekosystem, który
wygenerował niezliczoną liczbę gatunków, czy też Ziemia, która
wytworzyła ich miliardy, a wśród nich nasz własny gatunek.
Wartościowanie przyrody Wiliam James pod koniec XIX
wieku traktował świat jako całkowicie pozbawiony wartości, aż do
momentu pojawienia się człowieka. Wyobraźcie sobie, że nagle pozbawiono
was wszystkich emocji, których źródłem jest zewnętrzny świat i
spróbujcie przedstawić sobie ten świat tak, jak istnieje on sam w
sobie, bez naszego nastawienia: przychylnego czy też nieprzychylnego,
pełnego nadziei czy też obaw. Jest czymś praktycznie niemożliwym
wyobrażenie sobie stanu takiej bierności i martwoty, w którym żadna
część wszechświata nie jest ważniejsza od innej. Wszystkie rzeczy,
sekwencje wydarzeń wydają się przy takim nastawieniu pozbawione
znaczenia, życia i charakteru. Jeżeli nasze subiektywne światy wydałyby
się nasycone wartościami, potrzebami oraz znaczeniami, wynikałoby to
wyłącznie z własności naszego umysłu (James, 1925, s. 150).
Zgodnie ze starym paradygmatem, tak długo obowiązującym, że dla
niektórych oczywistym, wydaje się, że nie ma wartości bez
doświadczającego podmiotu wartościującego, tak jak nie ma myśli bez
myślącego, spostrzeżeń bez spostrzegającego, działań bez działającego,
celów bez dążącego do celu. Wartościowanie jest odczuwane przez
dokonującego aktu wyboru człowieka jako preferowanie. Rozszerzając ten
paradygmat można powiedzieć, że zwierzęta posiadające zmysły również
mogą wartościować. Można również uznać, że rośliny nie mogą
wartościować, gdyż nie dokonują wyboru między różnymi opcjami
działania, a fortiori można przyjąć, że Ziemia i przyroda nie mogą być
podmiotami wartościującymi bona fide. Można zawsze opierać się na
twierdzeniu, że wartość musi być odczuwana, że jej esse jest jej
percipi. W konsekwencji lokowanie wartości tam, gdzie nie ma zmysłów,
wydaje się być nonsensem, gdyż tylko byty, które posiadają "wnętrze"
mogą posiadać wartość.
Jednak problem z aksjomatem: nie ma wartości bez wartościującego polega
na tym, że jest on zbyt indywidualistyczny, gdyż wskazuje na istnienie
centrum aksjologicznego w jedynie subiektywnej jaźni. Nigdzie nie
zaprzeczamy, że podmiot wartościujący wystarcza do zaistnienia
wartości. Powyższe podejście nie ujmuje jednak zagadnienia wartości w
sposób systemowy, holistyczny, ekologiczny i globalny. Być może nie
jest możliwe, by istniała nauka bez naukowców, religia bez wyznawców,
doznania bez doznającego. Może jednak istnieć prawo bez prawodawcy,
historia bez historyka, kreatywność bez twórcy, dzieje bez dziejopisa,
zdarzenie bez sprawcy, biologia bez biologów, fizyka bez fizyków i
wartość bez podmiotów wartościujących. Wyposażony w zmysły podmiot
wartościujący nie jest niezbędny do zaistnienia wartości.
Bycie systemem generującym wartości jest alternatywnym sposobem bycia
podmiotem wartościującym, może to być kolejne znaczenie słowa
"wartościujący": x wartościuje i x jest wartościowy, jeżeli x jest
zdolny do tworzenia wartości.
To prawda, że ludzie są jedynymi podmiotami wartościującymi zdolnymi do
refleksji nad tym, co dzieje się na skalę globalną, zdolnymi do
zastanawiania się nad tym, co powinni robić, aby zachować Ziemię.
Jednakże, aby tego dokonać i stać się mierniczymi rzeczy, ludzie muszą
dostroić miary, których używają. Zwierzęta, organizmy, gatunki,
ekosystemy i Ziemia nie mogą nauczyć nas, jak dokonywać tego
wartościowania, mogą one ukazać nam jednak, jakie jest to, co
powinniśmy cenić. Aksjologiczne miary, które tworzymy nie konstytuują
wartości, podobnie jak narzędzia pomiarowe, których używamy do badań
naukowych nie stwarzają tego, co jest przy ich pomocy poddawane
pomiarowi.
Ludzie nie tylko rozświetlają wartości w potencjalnie wartościowym
świecie, lecz przede wszystkim są psychologicznie związani z historią
planety, na której wartością jest to, co jest pozytywną twórczością.
Pozytywną twórczość można przypisywać zarówno podmiotom z ich
potrzebami i preferencjami, jak też organizmom żywym, które bronią
swego życia, gatunkom, które zachowują tożsamość oraz samoorganizującym
się i kreującym proces rozwoju systemom.
Koncepcja podmiotu wartościującego w świecie pozbawionym wartości nie
jest w stanie zadowolić tych, którzy doceniają znaczenie historii
Ziemi. Zwrócenie się w kierunku biologii i geologii zdaje się
umożliwiać bardziej prawdziwe doświadczanie świata, poza tym wydaje
się, że przyjęcia takiego podejścia wymaga logika myślenia. Wiedząc
więcej o ekologii, lepiej rozumiemy nasze miejsce w świecie. Ekologia
umożliwia nam również przyjęcie bardziej obiektywnego punktu widzenia,
z którego jesteśmy w stanie uświadomić sobie, że przekonanie
podtrzymywane przez jeden z wielu gatunków - człowieka, że jest on
czymś absolutnym, a przyroda ma wartość jedynie z uwagi na niego, jest
subiektywne, filozoficznie naiwne, a nawet ryzykowne, szczególnie w
czasach kryzysu ekologicznego.
Przetłumaczył Stefan Florek
Przekład z: Holmes Rolston III (1994) "Value in Nature and the
Nature of Value" (W:) Robin Attfield, Andrew Balsey (Red.) "Philosophy
and the Natural Environment", Royal Institute of Philosophy Supplement
36, Cambridge, Cambridge University Press, ss. 13-30.
|
|
|